środa, 6 marca 2013



Natłok myśli i zdarzeń to chyba idealne określenie moich ostatnich tygodni.

Od zawsze zazdrościłam ludziom, którzy wiedzieli co chcą robić w życiu i do tego odważnie dążyli. Mieli marzenia i realizowali je za wszelką cenę.

Żyjemy w czasach gdzie co 2 osoba nie wie de facto co chce robić i w jakim zawodzie pracować. Wybieramy prostą drogę, idziemy na studia, nie zawsze na ten kierunek  co chcemy, ale idziemy bo przecież tak wypada, w między czasie zatracamy własne JA i gubimy się. Po 5 latach budzimy się z niczym , z dyplomem magisterki i co nam po tym ? Jak się wybić przy takiej ilości absolwentów, bezrobociu i wyścigu szczurów? A gdzie miejsce na spełnienie marzeń, samorealizację?

Trzeba mieć siłę by marzyć i cholerny upór, żeby się spełniły, albo pracować 5-6 dni w tygodniu za najniższą krajową i być nieszczęśliwym do emerytury, nic nie zmieniając w międzyczasie.

Zbyt późno się obudziłam, mogłabym już być w innym miejscu w tym momencie a nie dopiero zaczynać, ale jak to mówią : Lepiej późno niż wcale :)


Trzeba w końcu zaprzestać być biernym obserwatorem a aktywnie kroczyć ;)))



poniedziałek, 18 lutego 2013

Gdzie jest granica?

Ahoj!

Leżąc w łóżku, ponieważ choroba ze mną wygrała, leżę i z nudy rozmyślam nad milionami spraw.

Zastanawiam się od dłuższego czasu nad tym, gdzie jest granica w moim  świecie kosmetycznym. Bardzo długo nie używałam kosmetyków, ba wręcz uważałam, że one są zbędne. Zanim nie wyjechałam na studia 5 lat temu, istniał dla mnie tylko krem dla dzieci i niemowląt z ziaji, pasta do zębów, szampon, płyn do kąpieli, higieny intymnej, antyperspirant i perfumy. Byłam wtedy prze szczęśliwa  że nie muszę wstawać wcześniej i robić przy sobie czegokolwiek a mogę dzięki temu dłużej pospać. Jednak realia rzeczywistości zmusiły mnie do kupienia pierwszych niezbędnych, podstawowych kosmetyków typu maskara , podkład , lakier do paznokci...Wychowana wśród samych braci , z matką która się nie maluje do dziś nie wiem jak udało mi się pomalować paznokcie i rzęsy, gdzie nie miałam o tym bladego pojęcia. Może to ma się we krwi, może wrodzony talent albo ciul go wie co :)

Bardzo długo tylko fluid i maskara wraz z lakierem do paznokci to był mój podstawowy niezbędnik. Używałam tych kosmetyków i tak od wielkiego dzwonu tylko do pracy "bo tak wypada", bo swoja osobą prezentuje się firmę, bo zadbanej i pomalowanej kobiecie jest łatwiej.

Przez wiele lat zastanawiałam się de facto po co kobiety wydają tyle pieniędzy na kosmetyki kolorowe jak i do pielęgnacji, dopiero gdy wsiąkłam w społeczność youtubową i zaczęłam przeglądać blogi zrozumiałam wiele rzeczy.

Może dorosłam i dojrzałam do wielu spraw a może internet sprał mi tak mózg? Nie wiem, ale w pewnym momencie wpadłam w wir kupowania takiej ilości kosmetyków najpierw pielęgnacyjnych, że w pewnym momencie się przeraziłam, ponieważ nie miałam już gdzie ich wsadzać,chować, stawiać. Później zaczęłam się zastanawiać gdzie są moje wszystkie zarobione pieniądze, ale za każdym razem jak wchodziłam do łazienki przypominałam sobie o tym. Przez długi okres moim sposobem na chandrę, kłótnie z chłopakiem  były zakupy kosmetyczne, bo one w odróżnieniu do ciuchów nie były w stanie zepsuć mi bardziej humoru bo nie pasują i źle w tym wyglądam :D

Później dziewczyny zaczęły robić projekty denko, więc doszłam do wniosku, że może to ma sens? i też w miarę staram się nie kupować nic na zapas, ale jak to kobieta to wpadnie w oko, to w ręce i kolejna rzecz de facto nie potrzebna albo taka jaką już mamy,ale o innym zapachu.

Niestety kosmetyki nie są zbyt tanie a jeszcze jak się kupuje je w hurtowych ilościach to już całkiem. Oczywiście, dzięki yt i blogom już mam więcej kosmetyków kolorowych niż wcześniej, nie wiem czy się cieszyć czy rozpaczać, bo teraz krocie wydaję na kolorówkę, ale sprawia mi to przyjemność, więc dlaczego odmawiać sobie przyjemności, skoro w życiu mamy jej tak mało? Teraz po chwili "siedzenia w temacie" uważam, że lepiej odłożyć sobie trochę grosza i kupić coś droższego niż zadowolić się kilkoma tańszymi odpowiednikami.


Czasem czuję się jak szaleniec, gdy wchodzę do drogerii albo stoję przy wysepce inglota. Obiecuję sobie, że nie nie kupie a później wracam do domu z reklamówką zakupów... Muszę chyba zacząć z tym walczyć .



niedziela, 10 lutego 2013

Kolorowy zawrót głowy! Cienie MYIO.

Ahoooj :)

Dziś przyszła pora na podzielenie się moimi wrażeniami na temat cieni MYIO. Są to dopiero moje początki, ponieważ stosunkowo nie dawno zakupiłam kilka odcieni na wypróbowanie, ale już wiem, że napewno zakupie kolejne odcienie, ponieważ moje odczucia są bardzo pozytywne :)


Do mojej kolekcji dołączyło 5 kolorowych,cudownych cieni :) jestem zachwycona kolorami i pigmentacją :)


U mnie w mieście, niestety są one kiepsko dostępne, ale na szczęscie udało mi się dorwać je w sąsiednim mieście. Jeden cień to 3g za cenę UWAGAAA:  5.49 zł za sztukę .


Moje odczucia na temat tych cieni ? Super! Bardzo fajna pigmentacja i kolory za niską cenę... wczoraj robiłam sobie makijaż tymi cieniami, trzymały się super :)


Poniżej wkleje zdjęcia z numerkami oraz swatche , miłej zabawy :)











Musze wrócić po kilka odcieni i ogólnie kupić sobie jakąś magnetyczną paletkę i je wydłubać z tych opakowań i mieć wszytsko na jednym miejscu :))))

wtorek, 29 stycznia 2013

zakupoholizmu się nie da wyleczyc

Ahoj ! :)

Oczywiście tak jak myślałam, szybko poszłam do INGLOTA dokupić 2 cienie, bo przecież paletka tak brzydko wygląda bez nich :>

no i wybrało sobie dziecko takie kolory :





Oglądałam wczoraj ciekawy wywiad z Moniką Jurczyk na temat bycia stylistą oraz o Jej książce. Nie miałam nigdy w planach kupienia poradnika "modowego" bo przecież po co ? Doszłam jednak do wniosku, że skoro mam moją książke Bobbi Brown makijażową to jedną pozycje taką też mogę mieć, a że całkiem ok ma opinie to poleciałam do Empiku i kupiłam :)


Jutro jadę do Krakowa do w pociągu zobaczę czy była warta zakupy i przy okazji w końcu przejrzę swojego Vouge, którego jakiś czas temu kupiłam w UK a nawet nie miałam czasu do niego zajrzeć :)



środa, 23 stycznia 2013

nowe uzaleznienie?

Ahoj! :)

Nie wiem dlaczego , bardzo długo omijałam stoiska Inglotowskie, bo uważałam, że te kosmetyki są drogie i że szkoda pieniędzy i po co mam kupować coś 2x droższego na wyspach, jeżeli jest to moja miejscowa firma? Tylko to jest paradoks, że w miejscu gdzie jest punkt dystrybucyjny nie ma żadnych outletów, gdzie można kupić te kosmetyki taniej a np w Warszawie albo pod jest? Śmieszy mnie to do dziś , ale trudno.


Przed sylwestrem skompletowałam swoją pierwszą w życiu paletkę. Powód był taki, że były akurat przecenione, sztuka po 5 zł . Myśle, hm żal nie wziąć za tę kwotę, wezmę kilka i zobacze czy warte krzyku.
Wybór kolorów był mocno okrojony, ale mi się udało wybrać bo akurat lubię takie kolory.




zdjęcie zrobione telefonem,dlatego taka kiepska jakoś i kolory mega przekłamane jeśli chodzi o 1 odcień bo jest to miedz ze złotymi drobinkami. Jest to paletka mojego codziennego użytku, bardzo się polubiliśmy.


Przechadzałam się dziś po galerii i tak spoglądam na tą wyspę i myślę :podejść czy nie? Może lepiej nie bo znowu coś kupie?

Podeszłam i myślę w sumie potrzebuje jakiś kolorowych cieni na zrobienie zadania makijażowego do szkoły, to może te rainbowy? Nie wiem czemu one mi jakoś nie podchodzą bo boje się, że nie trafie i wymieszają mi się te kolory a zresztą nie potrzebuje aż takiego podobnego cieniowania bla bla bla,

Jak się staje nad tymi wszystkimi kosmetykami to się dostaje świra, najchętniej by się wzięło wszystko... tylko skąd brać pieniądze?


wybrałam sobie dwa cienie , do tego dokupiłam paletkę i jeszcze grzebyk bo od dawna go chciałam




miałam kupić jeszcze 2,ale myślę powolutku nigdzie się nie spieszy :) dokupię jak będzie na to fundusz :)



poniedziałek, 21 stycznia 2013

Isana, Brzoskwiniowa pianka do golenia

Dziś pora na recenzję brzoskwiniowej pianki do golenia z isany! :)




Przeznaczona jest do golenia na mokro dla kobiet. Przyjazna formuła z aloesem i witamina E. Łagodzi podrażnienia i pielęgnuje skórę nóg oraz okolic ramion i bikini. Dostępna jest w Rossmanie z małą kwotę, już nie pamiętam ile za nią zapłaciłam, bo chwile temu to było, ale na necie podają, że 4.50 zł za 150 ml produktu.





Skład: Aqua, Palmitic Acid, Triethanolamine, Glycerin, Butane, Propane, Aloe Barbadensis Gel, Lauryl Glucoside, Polyglyceryl-2 Dipolyhydroxystearate, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Cocamidopropyl Betaine, Polyquaternium-7, Tocopheryl Acetate, Parfum, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Butylparaben, CI 16255, CI 19140.



Pianka ma przyjemna dla oka butelkę z wygodnym dozownikiem i całkiem przyjemnie pachnie :)




poniedziałek, 7 stycznia 2013

kiełbie we łbie...

Wiedziałam, że tak będzie...
Chęci do prowadzenia bloga były są i będą , plan również , ale jak zwykle lenistwo jest górą. Nie wiem czemu tak się dzieje a ostatnimi czasy mój leń wszystko niszczy, a najgorsze jest to, że uzależnia...



Ostatnio moje nieogarnięcie bije rekordy, jestem bardzo nieobecna w rzeczywistym świecie. Uciekam myślami gdzieś, wyłączam się i robię wszystko odruchowo nie zastanawiając się nad konsekwencjami.


Najgorsze jest to, że gdy ocknę się już i wrócę na chwile do rzeczywistości mam ambitne plany, które zazwyczaj zostają w głowie bo ich nie realizuje.... tylko dlaczego ? Nie wiem... wyrzuty sumienia później mnie zjadają.


Codziennie kładąc się spać układam sobie idealny plan działania, jestem taka zdeterminowana do działania... a gdy się budzę? czar pryska  i kolejny dzień zmarnowany na nic nie robieniu co mogło by jakoś wpłynąć na lepsze jutro.


Nie ma co się załamywać, przyjdzie taki dzień, że bieg zdarzeń zmieni się o 180 stopni i w końcu zacznie się układać. Wiem , że trzeba brać sprawy w swoje ręce i to jest połowa sukcesu, ale może od jutra?